Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi klosiu z miasteczka Poznań. Mam przejechane 79530.36 kilometrów w tym 20572.72 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.07 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 169055 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy klosiu.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2011

Dystans całkowity:1621.12 km (w terenie 219.00 km; 13.51%)
Czas w ruchu:63:23
Średnia prędkość:26.33 km/h
Maksymalna prędkość:67.00 km/h
Suma podjazdów:3790 m
Maks. tętno maksymalne:180 (96 %)
Maks. tętno średnie:156 (83 %)
Suma kalorii:27507 kcal
Liczba aktywności:26
Średnio na aktywność:67.55 km i 2h 26m
Więcej statystyk
  • Czas 01:01
  • Temperatura 27.0°C
  • HRmax 158 ( 84%)
  • HRavg 143 ( 76%)
  • Kalorie 786kcal
  • Sprzęt Treningi nierowerowe
  • Aktywność Jazda na rowerze

Plażowanie

Wtorek, 31 maja 2011 · dodano: 01.06.2011 | Komentarze 2

W poniedziałek wieczorem zabawiłem się w szofera i dowiozłem trochę sprzętu nad morze, wracałem dopiero we wtorek po południu więc typowy wakacyjny dzień. Z rana godzinka truchtu po plaży. Masakra jak źle się biega w takim gorącu, dawno się tak nie pociłem. Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie nie biegają zimą, gdy jest najprzyjemniej, tylko zaczynają biegać na wiosnę, gdy już jest zdecydowanie za gorąco :). Jeden plus, że wśród niemieckich emerytów zaczynają się powoli pojawiać dupeczki, na których już warto zawiesić oko ;).
Koło południa dobiłem się jeszcze pieszą wycieczką do Niechorza, jakieś 10km w jedną stronę. Morze jest fajne, ale na dłuższą metę strasznie nudzi, ciągle tylko ta plaża i plaża :). Nie to co góry. Po tym dniu plażowania mam już chyba dość na całe lato. Łącznie z 30km piachu dziś uklepałem nogami.



Klif w Trzęsaczu. Nadbudowano tu z 30m plaży, przedtem morze było aż pod pomostem :)



Ciekawostka - wielka bryła torfu w klifie. Kiedyś długo musiało tu być jakieś bagienko. Jak widać, torf jest znacznie bardziej wytrzymały niż podstawowy materiał klifu.



Niechorze. Rower też morze! :)))



W końcu coś na czym warto zawiesić oko :).

Bieganie, KOW 4, obciążenie 244.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:59
  • VAVG 26.82km/h
  • VMAX 67.00km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Sprzęt Radon BOA LTD 7.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozjazdowo do BCMu

Poniedziałek, 30 maja 2011 · dodano: 30.05.2011 | Komentarze 2

Spokojnym tempem do BCMu kupić spodenki. Dwa mocniejsze akcenty, raz za ciężarówką od przejazdu w Luboniu prawie do samego Puszczykowa 50-65km/h a z powrotem za Rogalinkiem złapałem się za dwoma młodziakami na szosach i parę kilometrów do Czapur wiozłem się ~35km/h, poza tym na luzie, tym bardziej że upał nie zachęcał do sprintów. W BCMie przecena spodenek ze starymi pampersami do 65 zł, ale kupiłem te z nowym pampersem, są znacznie lepsze.
Jutro dzień bez roweru. W ogóle teraz czeka mnie ograniczanie treningu, będzie ciężko, przyzwyczaiłem się już do tych ~15h/tygodniowo :-).

E1, KOW 3, obciążenie 357.




  • DST 165.24km
  • Czas 04:35
  • VAVG 36.05km/h
  • VMAX 57.50km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • HRmax 177 ( 94%)
  • HRavg 152 ( 81%)
  • Kalorie 3774kcal
  • Sprzęt Radon BOA LTD 7.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

VI Leszczyński Maraton Rowerowy - mega

Niedziela, 29 maja 2011 · dodano: 29.05.2011 | Komentarze 21

Bardzo kiepsko przespałem noc, co chwila się budziłem. Czyżby nerwy? ;)
W każdym razie o 4 już byłem na nogach, żeby porządnie zjeść i spokojnie się przygotować do maratonu. Praktycznie pustymi drogami w nieco ponad godzinę byłem na miejscu. Jak zwykle w Lesznie, formalności błyskawiczne. Chwila czekania, zebranie dziesięcioosobowej grupki i start. Narzuciłem spokojne tempo 35 km/h i krótkie zmiany, ale już po kilku kilometrach ogarnął nas potwornie szybki pociąg, w czubie pracowali zdaje się Harfy Harrysony, a wieźli się Szerszenie i wielu innych :).
Oczywiście wskoczyłem, do odległego o 20km Śmigla dojechaliśmy w pół godziny, potem zaczęły się ostre zakręty i zacząłem odpadać, początkowo nie wiedziałem, dlaczego po każdym skręcie muszę w pocie czoła łapać koło, wyjaśniło się dopiero później. Jeden z czuba złapał laka na dziurze, odpadł, drugi chwycił pobocze, zaraz potem pocałował asfalt, też odpadł ;), cudem ominięty przez pozostałych. No wesoło było. Gdzieś .w okolicach 40-50km straciłem lokomotywę (szkoda! ;)), jeszcze przez jakiś czas ich widziałem oddalających się powoli, a potem zacząłem jechać w pociągu złożonym z odpadniętych LKK Leszno i Szerszeni z różnymi dodatkami ;).
W tym peletonie muszę powiedzieć że rządziłem :))).
Na serii ~10% podjazdów w okolicach Osiecznej bez problemu się przesuwałem do przodu i z reguły kończyłem je jako pierwszy. Damn, i'm good :D.
Ale po nawrocie na wiatr tempo spadło do 33-34km/h, trochę wolno, i jak byłem na zmianie to podciągałem, ale nie uciekałem, bo to bez sensu. Stwierdziłem, że jak pojedziemy takim tempem to jednak pojadę giga, bo już się wahałem jadąc za Harfami.
Ale około 80km doszedł nas super pociąg Interkolu. Prędkość radykalnie wzrosła. 100km - 2:41, 115 - 3:05 itd :). Ponownie prędkość skoczyła do 37-45km/h, i to pod wiatr. Ponownie zacząłem zostawać po skrętach i musiałem dociągać. Wkurzyłem się i postanowiłem przemieścić się bliżej czuba. To był strzał w dziesiątkę. Jechano tu równiej i stabilniej, trzymając tor jazdy, nic nie trzeba było prawie dokręcać po zakrętach. Chyba tylko niewyspaniu mogę przypisać to ciężkie kojarzenie :).
I tak sobie jechaliśmy, już nie musiałem tracić sił w bardzo wyczerpujących pogoniach po każdym zakręcie, a za nami z dużego peletonu odpadali ci, co dalej się wieźli z tyłu :).
Raz i drugi wyszedłem na zmianę - cena bycia z przodu, ale mniej się sił traciło na 500-1000 metrowe zmiany co 15 minut, niż na takie same pogonie po każdym zakręcie. Okazało się że nie odstaję za bardzo od Interkolu, przynajmniej dawałem takie same zmiany, i pod względem długości, i tempa.
Raz nawet z jednym Interkolowcem się urwaliśmy na 50m, ale nie było co uciekać 40km od mety.
30km od mety na serii podjazdów poszła ucieczka, akurat mnie przytkało po podjeździe i się nie zabrałem, szkoda, można było spróbować ;). Jakieś 5 osób w świetnym tempie szybko zniknęło z oczu. Z całego peletonu zostało może z 10-15 osób, aktywniejsi już powoli zaczęli się grupować z przodu, ale po podjazdach wnioskowałem że w końcówce może być dobrze :).
O giga już nie myślałem, za duże zmęczenie, tym bardziej że nikt nie skręcił na rozjeździe i myśl o samotnym rzeźbieniu przez dodatkowe 70km niezbyt mi się widziała.
3-4 km od mety nadarzyła się okazja. Przed peleton władował się samochód i od razu zahamował przed miniowcami, blokując ruch. Tylko jeden z Leszna wyrwał do przodu i zyskał ze 100m przewagi zanim minęliśmy zawalidrogę. Niewiele myśląc ruszyłem za nim. Łatwość z jaką się urwałem aż mnie zaskoczyła :). Co prawda tętno poszło powyżej 170bpm, ale szybko przeskoczyłem do Leszna, w przelocie sprawdziłem mu numer (225, czyli nie ma co szarpać o kolejność na finiszu, startował 10 minut po mnie) i krzyknąłem że jedziemy po zmianach. No i ostatnie 3km przelecieliśmy współpracując 100m przed peletonem. Ciężko było, pod wiatr, tętno nie spadało poniżej 170, ale się udało i dojechaliśmy z 10 sekundową przewagą :D. Finisz poprawił mi humor, ale na mecie dłuższą chwilę łapałem oddech :).
Na mecie piąteczka z Lesznem, spotkałem jeszcze Blooma i Andrzeja, i zdewirtualizowałem Platona i Jarzynę z Bikestats :).
Całkiem fajny wyścig, trochę się nauczyłem o jeździe w grupie, a i jako trening było mocno, mocniej niż na Gryflandzie, choć siłą rzeczy mniej się jechało na zmianie, bo były normalne peletony.

Miejsce 47/223 open, 12/45 M3, czas 4:25:45, średnia 37.1 km/h. Znów rekord średniej, chyba mi to zaczyna wchodzić w krew :).

Wyścig, KOW 10, obciążenie 2750.



Dobry filmik, nawet parę razy się przewijam ;))).


Kategoria 100-200, Maratony


  • DST 30.78km
  • Teren 15.00km
  • Czas 01:43
  • VAVG 17.93km/h
  • VMAX 39.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Giant XTC '09
  • Aktywność Jazda na rowerze

Siłą bezwładu

Sobota, 28 maja 2011 · dodano: 28.05.2011 | Komentarze 2

Taki tam rozjazd przed jutrzejszą masakrą. Nic mi się nie chciało, zjazdy za proste, podjazdy za mało strome, opony za dobrze trzymają, za nudno, za wolno, za sennie ;).
Malta, trochę po Cytadeli i wałami nad Wartą.
W czasie powrotu chwilę pogadałem ze spotkanymi znajomymi i do domu.
Jutro też mi się nie chce jechać ;P.
To pewnie efekt kończącego się okresu rozbudowy, przemęczenie. Ale od poniedziałku tydzień laby ;).
Widzę w wynikach online że JP ładne miejsce zajął w Krynicy, chyba nie było tak źle z deszczem, bo czasy przyzwoite :).

E1, S5, KOW 2, obciążenie 206.




  • DST 71.27km
  • Czas 01:59
  • VAVG 35.93km/h
  • VMAX 53.50km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • HRmax 167 ( 89%)
  • HRavg 143 ( 76%)
  • Kalorie 1559kcal
  • Sprzęt Radon BOA LTD 7.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Windblast Poznań-Czarnków

Czwartek, 26 maja 2011 · dodano: 26.05.2011 | Komentarze 0

W nocy wiatr się obrócił i w efekcie znów miałem w plecy. To rozumiem, tak to można jeździć :)).
Jeszcze szybciej niż wczoraj, mimo 3 km dłuższej trasy znów się zmieściłem w dwóch godzinach. Choć dziś już lekko nie było, po około 50km ścisnął mnie lekki kryzys, ale zrzuciłem na trochę cięższe przełożenie i utrzymałem prędkość. W Czarnkowie 36,2 km/h, troszkę straciłem na końcówce przez miasto i na podjeździe pod dom. Ogólnie - rekordowa średnia wszechczasów :).

E2/F1, KOW 5, obciążenie 595.




  • DST 68.50km
  • Czas 01:58
  • VAVG 34.83km/h
  • VMAX 49.50km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • HRmax 170 ( 90%)
  • HRavg 144 ( 77%)
  • Kalorie 1547kcal
  • Sprzęt Radon BOA LTD 7.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Windblast Czarnków-Poznań

Środa, 25 maja 2011 · dodano: 25.05.2011 | Komentarze 9

Dość silny i chłodny wiatr z zachodu postanowiłem po południu wykorzystać w biciu rekordu trasy z pracy do domu ;). Chciałem pobić dwie godziny, jeszcze mi się to nigdy nie udało.
Początkowo super - 40km/h prawie nie schodziło z budzika aż do Ludomów, później nastąpił cięższy odcinek z bocznym wiatrem, ale w Obornikach ciągle średnia 35.8, niestety na podjeździe do Bogdanowa spadła ponizej 35 km/h i choć później nadrobiłem, i od Złotników, gdzie znów dostałem wiatr w żagle ciąłem znów około 40 km/h, to jednak w mieście korki i światła zrobiły swoje i nie dowiozłem średniej 35 km/h pod drzwi ;). Ale cel osiągnięty - door to door 1:57:45!!! :D
A jutro podobno silny wiatr z południowego wschodu - czyżby kolejne podejście? ;)

E2/M1, KOW 6, obciążenie 708.




  • DST 33.59km
  • Czas 01:00
  • VAVG 33.59km/h
  • VMAX 48.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • HRmax 174 ( 93%)
  • HRavg 152 ( 81%)
  • Kalorie 857kcal
  • Sprzęt Radon BOA LTD 7.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Tempówki

Środa, 25 maja 2011 · dodano: 25.05.2011 | Komentarze 1

Czarnków-Trzcianka-Czarnków.
Miała być tempówka M5, ale przy porywistym bocznym wietrze nie mogłem się rozkręcić i w efekcie wyszło 25 minut M1 i dopiero 25 minut w drodze powrotnej było w uczciwym 4 zakresie, z rzadka wskakując w 5a. No nie lubię jeździć przy bocznym wietrze i tyle ;).

M1/M5, KOW 7, obciążenie 420.




  • DST 20.99km
  • Teren 8.00km
  • Czas 01:02
  • VAVG 20.31km/h
  • VMAX 35.60km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Giant XTC '09
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rozjazdowo

Poniedziałek, 23 maja 2011 · dodano: 23.05.2011 | Komentarze 5

Rozjeździk bez zobowiązań. Po 20, bardzo przyjemna temperatura 18 stopni, popedaliłem sobie dookoła Rusałki, potem Cytadela, jeden z trzech podjazdów pod amfiteatr nie wyszedł, za twarde przełożenie. W drodze powrotnej ścigałem się z szosowcem w bermudach i sandałach :). Jak mnie zobaczył, od razu depnął do 33 km/h, posiedziałem chwilę na kole i dołożyłem do 36, nie wytrzymał ale jak po kilometrze się obejrzałem to znów był blisko, ale był mocno spuchnięty i 30 km/h wystarczyło żeby się oddalić :))).
Nawiedziłem jeszcze karcher, poćwiczyłem trochę stójki i do domu.

E1, KOW 2, obciążenie 124.




  • DST 110.29km
  • Teren 70.00km
  • Czas 05:51
  • VAVG 18.85km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 1100m
  • Sprzęt Giant XTC '09
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarnków Expedition - reaktywacja

Niedziela, 22 maja 2011 · dodano: 23.05.2011 | Komentarze 9

Pięciu mężnych - Maks, Jpbike, Mlodzik, Marc i Klosiu zebrało się rano na poznańskim dworcu, aby po raz kolejny pokonać podczarnkowskie, a także i podchodzieskie górki.
W ciapągu się tak zagadaliśmy, że prawie przegapiliśmy Wronki i trzeba się było wyładowywać w trybie przyśpieszonym. Zaraz za Wronkami żółty szlak do Białej - w nocy musiało szczęśliwie padać, więc piachy pozwalały jechać. Długo nie trzeba było czekać, żeby jakiś podjazd na wydmę skusił co bardziej niewyżytych ;).





W Białej postój na żer i szybkie przekręcenie lasami i asfaltami pod Goraj. Po wjechaniu w teren szybka seria zjazdów i podjazdów po różnych ściankach:





Mlodzik zalicza pierwszą glebę ;), ale straty są niewielkie. Po jakimś czasie ostrego ciorania po górkach już sucho w bidonach, więc sklep, płyny, zaopatrzenie się w Noteckie, i jedziemy na górki na popas.
Podjazd killer w upalnym słońcu...



...oczywiście zamienia się w dziką rywalizację, którą kończa w siodle tylko mlodzik i JPbike (z 5 metrów mi zabrakło, damn it! ;))



Dłuższy popas na odkrytej górce z super widokiem urozmaica drugą glebą mlodzik ;))). Później zresztą trochę się załamał:



Tutaj był pierwszy zjazd który podniósł mi ciśnienie - po prostu z takiej stromizny jeszcze nie zjeżdżałem :). Ale jak wszyscy jadą... Nogi miękkie na dole, choć ścianka miała może 30m. Wdrapujemy się na rzadko uczęszczane tory i jedziemy nimi, po chwili mlodzik lapie snejka na podkładzie. Przerwę na łatanie wykorzystujemy z Jackiem na obadanie pobliskiego szlaku motocrossowego (chyba) z paroma fajnymi zjazdami:



Jeszcze jakieś 10-15km po górkach (upał straszny i parno, bidony wysychają błyskawicznie), kilka ostrych podjazdów i fajnych zjazdów. Na jednym podjeździe singlem paru młodziaków na fajnych marketowych fullach ;) robi sobie podśmiechujki jak atakujemy stromy singiel, śmichy chichy cichną jak w siodłach znikamy wszyscy za zakrętem podjazdu :D. No cóż, tutejsi nie zdają sobie sprawy co można podjechać na rowerze :).

Czas na clou programu dla mnie - czarnkowską skocznię narciarską



Stwierdziłem że spróbuję zjechać, ale stojąc na szczycie i patrząc na 40 metrowy spadek na przestrzeni 50 metrów już nie było tak wesoło. Młodzik zjechał i przeżył, JPbike też... to czekanie to chyba była jedna z najgorszych chwil w życiu :D. Za to jak już zjechałem to nie mogłem ustać na nogach ;))). Zdecydowanie najstromszy zjazd jakim zjeżdżałem i kolejny kroczek do stania się lepszym na zjazdach :).

Po uzupełnieniu płynów w Czarnkowie ruszyliśmy szybkim tempem do Chodzieży. Mlodzik jechał jakby dopiero zaczynał jazdę a nie miał 110km w nogach, i cisnął 35-40 km/h prawie pod sam Gontyniec. Masakra, z Jackiem trzymaliśmy się na kole, ale o zmianach nie było mowy :).
Marc już Gontyniec odpuścił , pojechał na stację, a reszta w komplecie zdobyła 192m szczyt. Później szybki zjazd, ale na bardzo stromym zjeździe singlem (jakby tam Lang puścił Skandię to połowa by się pozabijała ;)) oddzieliliśmy się z Maksem i pojechaliśmy inną drogą do Chodzieży, opłukując się przy okazji w ładnym jeziorze pod Chodzieżą. Ciepła woda, można się już kąpać :)



W pociągu szybko zeszło, dzięki narąbanym w sztok kolejarzom jadącym do Poznania, Mariuszowi i Stasiowi ;)))).

Udany wypad, towarzystwo dopisało, no i dawno się tak nie ujechałem. 1100m przewyższenia w Wielkopolsce to jednak trochę jest :).

KOW 5, obciążenie 1755.


Kategoria 100-200


  • DST 131.83km
  • Czas 04:45
  • VAVG 27.75km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Sprzęt Radon BOA LTD 7.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wielkopolskie piramidy

Sobota, 21 maja 2011 · dodano: 21.05.2011 | Komentarze 5

Dziś wycieczkowy wyjazd z kumplem Tomkiem, szosowcem, a przy okazji fanatykiem grodzisk, kopców i kurhanów. W tej kolejności, a może odwrotnie ;).
Pojechaliśmy obejrzeć zespół kurhanów kultury unietyckiej sprzed prawie 4 tysięcy lat, zwany Wielkopolskimi Piramidami. Sama informacja o tym, że w Wielkopolsce jest coś TAK starego już mnie zaciekawiła. Wyjazd w strone Buku - koszmar, dobrze że nie mieszkam po tej stronie Poznania, zanim opuściliśmy mocno zurbanizowane okolice zeszło chyba 30 km. Nie forsowaliśmy tempa, momentami było szybko, momentami spacerowo.
W Granówku obejrzeliśmy mocno podupadający pałac, o dziwo ciągle zamieszkały.



Jeszcze pare kilometrów i już byliśmy na miejscu.



Kurhan pierwszy...



Kurhan drugi...



I trzeci gdzieś w krzaczorach. Spokojna okolica, byliśmy tam z półtora godziny, przejechały może ze dwa samochody.



Tomek pnie się na szczyt. W siatce niezbędne płyny regeneracyjne ;).

Kiedyś ponoć kurhanów było kilkanaście, większość rozkopano przy budowie pobliskiej linii kolejowej, zostały tylko cztery.
Z powrotem już znacznie mocniej, pod wiatr i bez zbędnych pogaduch. Drogi nie jestem w stanie za bardzo odtworzyć, bo kompletnie nie znam okolic ;). Ale do Poznania (przez Mosinę, gdzie dojechaliśmy jakimiś chęchami) dojechałem nieźle zmęczony. Co to będzie jutro, oj co to będzie ;))).

E1/E2 KOW 5, obciążenie 1425.


Kategoria 100-200