Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi klosiu z miasteczka Poznań. Mam przejechane 79530.36 kilometrów w tym 20572.72 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 23.07 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 169055 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy klosiu.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 96.02km
  • Teren 80.00km
  • Czas 06:45
  • VAVG 14.23km/h
  • VMAX 61.30km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 2800m
  • Sprzęt Giant XTC '09
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powerade MTB Stronie Śląskie

Sobota, 7 lipca 2012 · dodano: 11.07.2012 | Komentarze 12

Ogromna burza, pod jaką wpadliśmy pod Bardem, nie nastrajała optymistycznie, ale z rana okazało się, że pogoda jest piękna.
Burza miała ten skutek, że nie miałem pulsaka, bo zostawiłem go na kierze na czas transportu i zamókł. Ach te Sigmy.
Tego dnia wszyscy jak jeden startowali giga - tego jeszcze nie było. Robiliśmy z 6% frekwencji, tak że sesja zdjęciowa była nieunikniona, zresztą widziałem gdzieś gruppenfotkę na bikelife.
Start po przybiciu żółwika z Che był bardzo spokojny, zresztą jazda skończyła się po dwóch km, po skręcie w wypłukaną ulewą kamienistą drogę. Przynajmniej prowadząc byłem blisko Adamuso, choć trochę się spociłem, bo skubany nawet prowadzi rower szybko. Przynajmniej kilka miejsc do przodu.
W końcu hyc na rower i mozolnie pojechałem do góry. Szybki przegląd sytuacji: Jadę tuż za JP, Drogbasa widać z przodu, tylko Josip odpalił poza zasięg wzroku.
Blisko Grzechu z OSOZu. Jedzie mi się lekko, choć bez pulsaka najpewniej i tak było za mocno.
Krótki odcinek zjazdowy po korzeniach o mało kończy się glebami w dwóch miejscach, ujawniając straszną prawdę: zbyt mocno napompowane Rocket Rony zachowują się na mokrych korzeniach i kamieniach jak na lodzie. Pocieszam się że to będzie przecież łatwy maraton ;).
Jeszcze przed wyjazdem na asfalt mijam JP, jedzie mądrze swoje i nie szarpie. Zaraz na asfalcie odpalam i w mig dochodzę Drogbasa, ale siada mi na kole i nie puszcza ;). Zresztą zaraz na zjeździe mnie wyprzedza, jak robi się bardziej technicznie to większość prowadzę, po prostu boję się poślizgu, opony jadą na mokrym jak chcą. Dogania mnie Jacek "JP", a pod koniec Jacek "Jacgol" :).
"To ty klosiu?" pyta po raz pierwszy na tym wyścigu :).
Po raz pierwszy, bo mijamy się wielokrotnie, a Jacgol za każdym razem był tak samo zdziwiony, czym nieodmiennie mnie wkurwiał ;D.
Wsiadam i jadę po dłuższym pościgu, już na podjeździe pod Śnieżnik doganiam Jacgola, a później Drogbasa mającego kłopoty z tempem po chorobie, z przodu widzę Josipa i JPbike, ale to już najlepsza pozycja jaką osiągam w tym wyścigu.
Zaraz na zjeździe spod schroniska ktoś prosi o pompkę, chwilę się waham, ale pożyczam i czekam aż podpompuje koło. Wyprzedza mnie Drogbas i znów zdziwiony ;) Jacgol.
Zjazd czerwonym szlakiem idzie tak sobie, tracę parę oczek, bardzo kiepsko mi się jedzie na ślizgających się oponach, ale nie chcę spuszczać powietrza, bo przecież później już będą same szutry ;), lepiej mieć coś ciśnienia.
I początkowo są szutry, na bufecie mijam Sleca z rozbitym kolanem, chce się wycofać. W pobliżu widzę Drogbasa, ale doganiam go dopiero po odbiciu w zielony szlak, niespodziewanie mijam też Jacgola łatającego panę.
A zielony szlak to było zielone piekło.
Ciągłe błoto, jagody, kamienie i korzenie. Rower upierdzielony od góry do dołu i pełno trawy w napędzie. Tętno na oko 160 i 6km/h. Gdy po 5-6km dojechałem do bufetu, odetchnąłem z ulgą. Nalałem sobie picia do bidonu, najadłem się i pojechałem, zostawiając bidon na blacie :).
Dalej było jeszcze gorzej, na podjazdach w wilgotnym lesie i zalanym słońcem błotnistym singlu po kamieniach i korzeniach, ciągnącym się jescze 10km, umarłem. W połowie skończył się jedyny bidon picia, i wtedy zacząłem walić kurwami jak leci, co zawsze jest u mnie objawem zgonu :). Straciłem tam sporo miejsc, wyprzedził mnie Slec, który jednak postanowił jechać, a pod koniec dosłyszałem "Kłosiuuuu?" z dołu. Znów Jacgol :))).
Dogonił mnie zaraz po rozpoczęciu technicznego zjazdu i poratował wodą, bo nie wiem jakbym dojechał do bufetu, nawet jeśli było już z górki. Dzięki.
Po szybkim zjeździe, na którym nawet nie miałem siły dokręcać, dopadłem bufetu jak umierający z pragnienia na pustyni oazy :). Poszła cała butelka 1.5l, litr na miejscu i pół do bidonu. Nie pamiętam kiedy mi się tak chciało pić ostatnio. Gdy poprawiałem jeszcze izotonikiem, do bufetu radośnie dobiła Che.
Ktoś tam prosił o dętkę. "Proszę bardzo, jaką chcesz, light, ultralight czy zwykłą?" :D
Motywacja mi siadła, bo zapowiadało się, że i ona mnie dziś objedzie, i to 10km od mety. Ruszyłem do ucieczki, na podjeździe dogoniłem jeszcze Jarka W., ale przeszedł mnie na zjeździe i dojechał do mety oczko wyżej. Ale Che uciekłem! ;)
Ale cholera nie wiem co robić żeby jeździć szybciej na zjazdach, nawet na szutrach mnie wszyscy robili. Może mam jakąś super złą konfigurację roweru? :)
Miejsce standardowo mimo złej jazdy, 400pkt w generalce też niby jest, ale zadowolony nie jestem. Szkoda mi tego zgonu, mogło być sporo lepsze miejsce.
Ale na mecie pocieszyłem się paroma browcami w dobrym towarzystwie, później pościgaliśmy się jeszcze z Wojtasem na tyle intensywnie, że zerwał łańcuch :).
Więc maraton zaliczam ostatecznie do udanych, choć poziom trudności był absolutnie niespodziewany.



Na mecie oprócz piwa była też Golonka ;).
by Marc.


Kategoria Góry, Maratony



Komentarze
JPbike
| 11:38 sobota, 14 lipca 2012 | linkuj Mnie też poziom trudności, szczególnie tego zielonego piekła zaskoczył, a myślałem że trasa będzie w 90% międzygórzopodobna ;)
Powiem Ci że, aby szybko pomykać po tych szybkich szuterkach w dół to muszę się maksymalnie skoncentrować i w zakręty wchodzić długimi łukami, bo nie raz przekonałem się że geo Treka (i Twojego Gianta chyba też) jest taka że bardziej woli wąskie kręte ścieżki, które zazwyczaj wolniej się pokonuje.
Co do opon to nie znam jakiejś super uniwersalnej.
No i najważniejsze - dobrze że do końca walczyłeś na trasie :)
jacgol
| 09:16 sobota, 14 lipca 2012 | linkuj he he,
sorky za to wkurzanie ale przecierałem oczy za każdym razem jak Cię doganiałem...
w tym sezonie jeszcze nie miałem zamiaru Cię objechać :)

PS Karmy zaczynają mnie już wkurzać, albo laczek albo glebka...
klosiu
| 18:35 czwartek, 12 lipca 2012 | linkuj Marcin --> no od nowego roweru może pójdę w mleczko, tylko trzeba znaleźć jakąś w miarę uniwersalną oponę nadającą się i na Wlkp, i w góry. Może Karma, Jacgol na tym wszystko jeździ :).
Rodman --> ee tam ;). Ale fakt że bez pulsaka jakoś ciężko mi rozłożyć siły. W bieganiu mam jakoś obcykane obciążenia, w rowerze nie bardzo.
josip --> 3d Klosiu 2012? ;) Wolałbym być niedościgłą granicą, do której można się zbliżyć, ale nie można przekroczyć :D.
Maks --> hehe, dzięki. Może się jeszcze zdecydujesz na jakieś góry w tym roku :). W tak dużej ekipie od razu lepiej się jeździ na giga.
Maks
| 08:04 czwartek, 12 lipca 2012 | linkuj Super relacja ;)
josip
| 07:35 czwartek, 12 lipca 2012 | linkuj Kłosiu, ciesz się - jesteś dla nas wszystkim tzw. benchmarkiem, mierzymy swoje postępy tym czy udało nam się z Tobą nawiązać walkę, względnie objechać Ciebie:-) To, jak widać, dla wielu powód do dumy:-)
Rodman
| 21:19 środa, 11 lipca 2012 | linkuj w taką pogodę zaliczenie każdego bufetu (bez zostawiania bidonu) to jednak podstawa ;-)
widziałeś jak pulsak przyzwyczaja ?! trzeba go wywalić !
... zdziwiony Jacgol => ;-)))>
z3waza
| 20:56 środa, 11 lipca 2012 | linkuj Moje opony na śliskie i mokre też raczej do dupy są, co ciekawe sąsiad ma saguaro na mleczko, jeździ w związku z tym z dużo niższym ciśnieniem i te jego oponki zachowują się zupełnie inaczej, tak więc jak tylko znajdą się fundusze (o co najtrudniej) to kupuję koła tubelessy
klosiu
| 20:44 środa, 11 lipca 2012 | linkuj Marcin --> dziwię się że w ogóle coś straciłeś przy mojej jeździe ;). Jakby nie wybijały cię z rytmu te laczki, to nie wiadomo czy byś mnie nie porobił :).
Che --> no to fajnie, może się zgadamy jeszcze na jakiś dłuższy rozjazd po, trzeba będzie jakoś godnie sezon zamknąć, a jest tam gdzie jeździć :).
CheEvara
| 20:04 środa, 11 lipca 2012 | linkuj Istebną raczej ogarnę na pewno. CHYBA na pewno;)

No i postaram się odstawić, no bo to już wstyd!;)
z3waza
| 20:03 środa, 11 lipca 2012 | linkuj Ha fotkę grupową sobie ściągnąłem w pakiecie z bikelife''a, do obejrzenia w moim wpisie. Przyznać muszę że tę drugą część miałeś dość słabą pomiędzy 1 i 2 międzyczasem straciłem do Ciebie 3 minuty, a pomiędzy 2 a metą dwie. Po prostu pić trzeba - camel w taką pogodę to jednak dobra rzecz, a poza tym trudno go zapomnieć :D
klosiu
| 19:54 środa, 11 lipca 2012 | linkuj hehe, cwaniaczek :).
Spoko, mam nadzieję że jeszcze za jakiś czas powtórzymy, choć nie wiadomo kiedy jeszcze na golonę pojedziemy. Najbardziej prawdopodobna jest Istebna, szykuj się, jeśli chcesz obejrzeć jedną z najlepszych tras maratonowych w Polsce :). Może przyjedziesz pierwsza i wtedy ty będziesz poić nas ;).
CheEvara
| 19:40 środa, 11 lipca 2012 | linkuj I wybrał najlżejszą tę dętkie, wiesz?:)

Pamiętaj, co Wam powiedziałam, wchodząc do sektora:D Ten, kto przyjedzie pierwszy na metę, stawia bro. I nie da się ukryć, że się wywiązaliście, za co wielkie senkju:)
Pomaratonową integrację klikam, że lubię to!:)
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa epatr
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]